Pestka z Kompanii nr 317

Pestka

Drajwerka z 4 plutonu do zadań specjalnych.

Pobyt Polaków w Iranie był czasem przeznaczonym na reorganizację żołnierzy i ich rekonwalescencję. Nareszcie dostawali pod dostatkiem jedzenia, ale początkowo nie można było z niego dowolnie korzystać. Anglicy słusznie, wprowadzili dla Polaków 6-tygodniową dietę ryżową, aby mogli przystosować do nowych warunków swoje zagłodzone, schorowane żołądki. Po tym czasie Polacy, w tym Anna i jej koleżanki, nareszcie mogły się porządnie najeść… Przede wszystkim dostawały obfite posiłki trzy razy dziennie. Dostawały także żołd, a więc mogły kupować sobie różne smakołyki. W pobliżu baz wojskowych znajdowało się wiele sklepików, restauracji i kawiarni, w których sprzedawano pyszne rzeczy, były jajka, owoce. Dziewczęta objadały się. Po trzech tygodniach dziewczęta wyjechały z Persji do Iraku.

Tak wyglądała Anna po kilku tygodniach objadania się w Persji

Drajwerki, Anna z lewej

Palestyna, Anna z lewej

Palestyna 1942, Anna z lewej

Irak 1943, Anna z prawej

Irak 1943- Anna, z prawej

Egipt 1943- Anna z lewej

W Iraku zgrupowano je w 8 - osobowych namiotach, w których były drewniane prycze do spania. Ogólnie nie było źle i przede wszystkim inaczej, egzotycznie. Wykonywały zajęcia wojskowe, pełniły służbę ale w każdym wolnym czasie napawały się kąpielami w morzu - po śniadaniu, po obiedzie, no i nareszcie miały pod dostatkiem żywności. Były wśród swoich i podlegały polskiemu dowództwu. Do obowiązków ich należała np. ochrona szybów naftowych w Mosulu. W Iraku nastąpił podział oddziałów kobiecych na kompanie sanitarną, łączność i transport i każda z ochotniczek mogła zdecydować sama do której z nich ma być przydzielona. Anna zdecydowała się na kompanię transportową, słusznie rozumując, że na pewno będzie to ciekawsza służba. Podczas jazdy coś dzieje, można dużo zobaczyć... Utworzone dwie kompanie transportowe - 116 i 117, które potem przemianowano na 316 i 317. Specjalnie były takie wysokie numery, jakby tych kompanii było tak dużo... Po jakimś czasie wszystkie kobiety przetransportowano do Palestyny, do miejscowości Rehowoth, koło Tel Avivu.

Bagdad 1942, Anna druga z prawej

1943- Anna (z prawej) w swoim samochodzie „ford”

Na początku pobytu miało miejsce miłe zdarzenie. Kiedy żołnierze angielscy dowiedzieli się, że przybyły kobiety z Rosji przyjechali do ich obozu samochodem wypełnionym pomarańczami, które wysypali pod drzwi ich baraku. Pomarańczy była taka góra, że kompletnie zatarasowały drzwi. Jedna z koleżanek wyszła więc przez okno i odrzuciła część z nich, aby pozostałe mogły się wydostać ze środka. Rozpoczęła się uczta! Dziewczęta rzuciły się na ten rarytas, który nawet przed wojną rzadko widywały. Objadały się, a w końcu miały siłę tylko na wysysanie soku.

W Rehowoth ochotniczki z kompanii transportowej rozpoczęły naukę, która nie była łatwa. Szkoliły się na samochodach ciężarowych marki citroen. Wykłady prowadzili oficerowie, a jazdę - wśród nich kapitan Rędziejowski, który nie był zbyt zadowolony z pracy „z babami”. Każda z kobiet musiała poznać budowę silnika, umieć rozebrać i złożyć go, zamontować koło, poznać dokładnie podwozie. Każda z nich musiała przed pozostałymi kursantkami wykonać przy samochodzie wszystkie czynności, których się uczyły. Sprawdzenie wiadomości było więc gruntowne, jawne i komisyjne. Nie było taryfy ulgowej. Nauka trwała około pół roku, a potem po wykonaniu wszystkich zadań otrzymały angielskie prawo jazdy. Oczywiście pobyt w obozie to nie tylko nauka i służba. Dowództwo dbało o to w jaki sposób spędzają wolny czas, na przykład organizowano im zwiedzanie Palestyny. Były w Jerozolimie, zwiedziły kibuce, którymi się zachwyciły. W Jerozolimie wojsko polskie ufundowało 2 stacje na drodze krzyżowej. Droga do Jerozolimy była ciężka, pustynna, kręta, wąska, właściwie przeznaczona dla transportu na osłach. Czasem nie udawało się pokonać zakrętu za pierwszym razem, trzeba było wycofać i ponownie „brać” zakręt. Była taka droga, którą nazywano drogą „Siedem sióstr”, bardzo niebezpieczne i ostre zakręty - Anna pokonywała tę drogę także jako kierowca przewożąc żołnierzy na zwiedzanie Jerozolimy. Co za odmiana i egzotyka, po powrocie z „nieludzkiej ziemi”!
Po zakończeniu szkolenia, kompanię Anny przemianowano na 317 i podzielono na cztery plutony, z których czwarty – Anny - był plutonem do zadań specjalnych. Dyspozytorką kompanii była przyjaciółka Anny - Michalina Zajączkowska, lat 33. Niektóre dziewczęta mimo skończonego kursu nie zasiadły za kierownicą, wykonywały służbę na placu, jak np. Wacia Kondyjowska. Jednak większość dziewcząt została kierowcami. Zaczęła się prawdziwa służba, przewożenie ludzi i sprzętu. Wyposażano je w broń – pistolety thompsony, małe, lekkie, 200 strzałów na 1 min. bardzo drogie.
Kompanię ochotniczek kilkakrotnie odwiedził dowódca II Korpusu generał Władysław Anders. Sytuacja była niezwykła, że głównodowodzący armią przychodził porozmawiać z żołnierzami jak równy z równym. Dziewczęta były zachwycone tymi spotkaniami, gdyż generał był człowiekiem bardzo bezpośrednim, otwartym i życzliwym. Pytał o wszystko „mówcie, jak wam tu jest?, czy jesteście zadowolone z samochodów?, jak żyjecie?”, a jednocześnie opowiadał o sobie, między innymi o swoim pobycie w więzieniu na Łubiance w Moskwie. Nienawidził Rosjan, jako wojskowy nie mógł pogodzić się z aneksją ziem polskich przez ZSRR, a potem z ich postępowaniem wobec Polaków. Żołnierze kochali generała, cieszył się wielkim szacunkiem.

Palestyna, Anna pierwsza lewej

1942- Anna za kierownicą „Forda” generała Andersa

Kompania wykonywała zadania specjalne, którymi były np. wyjazdy do Egiptu. Tam, do portu w Kairze przypływały okręty ze Stanów Zjednoczonych z zaopatrzeniem dla wojska alianckiego. Za pierwszym razem do Egiptu pojechały razem na pace jednej z ciężarówek. Stamtąd każda z nich wróciła nowym samochodem – początkowo przyprowadziły samochody „Dogde” i „Willis-y” dla oficerów. W obozie były trzy rodzaje samochodów, Chevrolet, Citroen i Fordy. Początkowo dziewczęta korzystały z Citroenów, ale nie były z nich zadowolone, prosiły o zmianę. Wyrażono zgodę i pojechały po ciężarowe „Fordy”, przeznaczone dla nich, którymi wróciły do swojej jednostki. Kompania miała 120 wozów.
Trasa do Kairu nie była łatwa, gdyż wiodła przez pustynię i często przez zupełne pustkowie, a przy upałach jakie panowały na zewnątrz, w kabinie samochodu było bardzo gorąco, gdyż oczywiście nie było klimatyzacji. Dziewczęta rozbierały się więc do bielizny a na ręce zakładały długie, skórzane rękawice, gdyż kierownice bardzo nagrzewały się. Ale droga była piękna, asfaltowa, prosta. Wzdłuż niej co kilka kilometrów stali Arabowie, a co kilkanaście znajdowała się budka patrolowa żołnierzy angielskich, w której były napoje i ciepłe jedzenie. Było to naprawdę świetne rozwiązanie, bo mogły zatrzymać się, odpocząć i zjeść, a przy tym dawało to duże poczucie bezpieczeństwa. Tym bardziej, że czasem konwój jechał dzień i noc, gdyż zdarzały się wyjazdy z Palestyny do Egiptu, stamtąd do Iraku, a wracały do Palestyny. Była sytuacja, że w drodze spotkała ich burza piaskowa - dziewczęta weszły pod samochód i uniknęły śmierci. Zresztą zdarzało się, że przy długich trasach trzeba było podróż przerwać i przespać się, wówczas nocleg był pod samochodem. Najczęściej w samochodzie były po dwie dziewczęta, ale akurat Annie przypadało jeździć samej. Ubranie, bieliznę, a nawet środki higieniczne (dobrej jakości) ochotniczki otrzymywały z wyposażenia angielskiego, do którego dodano im wspaniałe kapelusze korkowe. Były lekkie i doskonale osłaniały kark przed palącym słońcem. Tak więc jazda, choć była ciężką służbą była jednocześnie przygodą, poznawaniem krajów i życia, o których nic wcześniej nie wiedziała. Czasem podczas jazdy widziała fatamorgany, czasem ubogie wioski, ale przeważał krajobraz pustynny. Anna była dumna, że wykonuje takie zadania.
W Palestynie odnalazł Annę kuzyn jej męża, major Henryk Picheta ze swoją żoną. Było to starsze od niej małżeństwo, które miało dorosłego syna, też w wojsku. Także i ci Pichetowie bardzo polubili Annę i wiedząc jak dramatyczne spotkały ją przeżycia, starali się umilić jej czas poza służbą, rozweselić ją i odciągnąć od przygnębiających wspomnień. Zapraszali ją do siebie, dokarmiali. Dzięki nim spędziła jeden z najwspanialszych w życiu urlopów. Otóż major, wystarał się o dwa tygodnie urlopu i całą rodziną pojechali do Kairu. Kair w owym czasie był ruchliwym, kosmopolitycznym miastem, pełnym restauracji, kawiarni, teatrów, w którym tłumy cudzoziemców mieszały się z żołnierzami różnych narodowości. Anna wraz z całym towarzystwem zwiedzała muzeum wykopalisk egipskich, muzeum figur woskowych, meczety. Na jednym z wieczorów udali się do teatru Badija, do którego wstęp mieli tylko oficerowie, z towarzystwem. W programie był nawet występ tancerek wykonujących taniec brzucha. Po teatrze wszyscy udali się na wykwitną kolację w kasynie, która kosztowała znaczną sumę pieniędzy, taką jakiej Anna nigdy nie widziała. Na koniec wycieczki udało się im wybrać do Gizy, aby zwiedzić piramidy i grobowce faraonów. To było fascynujące przeżycie.

Zdjęcia z wyprawy turystycznej do Egiptu. Miejsce koło Sfinksa wyglądało wówczas inaczej.

Po powrocie do bazy Anna nadal jeździła w konwojach kobiecych, także do Egiptu gdzie były magazyny angielskie. Ochotniczki woziły różnego rodzaju materiały – ubrania wojskowe, sprzęt medyczny, żywność. Ciekawostką były mrożonki i puszki mięsne, z owocami, które miały stemple australijskie lub amerykańskie (USA), a nawet datę produkcji – 1912, 1913, pochodziły z rezerw wojskowych tych państw. Gdzie były magazyny angielskie nie wiedziano, to była tajemnica wojskowa. Ochotniczki przyjeżdżały samochodami w określone miejsce a żołnierze angielscy podjeżdżali swoimi samochodami, z których przeładowywali towary na ich ciężarówki. Podczas takiego załadunku Anna poprosiła jednego z Anglików o wydanie beretów i rękawic dla niej i koleżanek. Oczywiście otrzymała je, ale Anglicy okazali swoisty humor, bo do wydanych rzeczy załączyli także... męskie kalesony!

Anna – pierwsza z lewej. Palestyna 

Bliski Wschód Anna z prawej.

 

Bliski Wschód Anna w środku

Copyright © 2015. All Rights Reserved.